Akademia sommeliera

Regiony enoturystyczne Portugalii oczami sommeliera [wywiad]

Portugalia to kraj, który od wieków zachwyca miłośników wina. Bogata tradycja winiarska, zróżnicowane regiony, unikalne szczepy winorośli i malownicze krajobrazy sprawiają, że jest to miejsce wymarzone dla każdego, kto pragnie poznać wino nie tylko w kieliszku, ale i w jego kontekście kulturowym i historycznym.

Sommelier Fine Wine, Krzysztof Sułek, wybrał Portugalię jako cel swojej najnowszej podróży winiarskiej. W trakcie wyprawy odwiedził zarówno znane, jak i mniej odkryte regiony enoturystyczne, spotkał lokalnych producentów i odkrywał tajniki powstawania portugalskich win.

Dziś zadajemy mu kilka pytań – co najbardziej go zaskoczyło, które miejsca zrobiły na nim największe wrażenie i jakie doświadczenia z tej podróży uważa za najcenniejsze.

Co najbardziej zaskoczyło Cię podczas wizyty w portugalskich winnicach?

Portugalia zawsze była na liście marzeń winomaniaka, jakim jestem, nie wspominając już o kraju par excellence, jego historii, kulturze czy kulinariach. Więc byłem przygotowany do podróży merytorycznie i literacko, a i tak Portugalia przerosła pod każdym względem moje oczekiwania.

Zaskoczenie? Przede wszystkim ogromna różnorodność wszystkiego. Portugalia to kraj niewielki, natomiast ogromne spektrum rozmaitego pejzażu, klimatu, architektury, nasycenia zielenią, po prostu odmienności. Od upalnej Lizbony, przez chmurne, rześkie i górzyste Minho, Douro, gdzie doświadcza się czterech pór roku w ciągu kilku godzin, po Tejo z rozległymi pejzażami. Chyba najbardziej wybredna osoba byłaby mimo wszystko zadowolona.

Jakie regiony enoturystyczne w Portugalii odwiedziłeś podczas tej podróży i czym się wyróżniały?

Miałem okazję być w trzech regionach enoturystycznych, które są emblematyczne dla winiarskiej Portugalii. Pierwsze było Porto – siedziba zacnych, mniejszych i większych, starszych i nowszych domów winiarskich, słynących nie tylko ze wzmacnianego wina porto, ale i również ze standardowych win. Sama rzeka, nad którą leży miasto, ciągnie się majestatycznie przez dwa kraje, zmieniając, wszakże, nazwę.

Miałem okazję być w samym sercu regionu, gdzie powstają, według nie tylko mnie, najwspanialsze wina na świecie – właśnie wspomniane porto. Niesamowite, ciągnące się po sam horyzont, strome tarasy nad meandrującą rzeką, które wypełnione są winoroślą. Nie dziwi zatem fakt, że prawie ćwierć wieku temu ten krajobraz wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Spoglądając ze szczytu winnicy na lustro rzeki, człowiek zadaje sobie pytanie, jak w ogóle jest to możliwe i, przede wszystkim, ile musi kosztować to wysiłku, by taką winnicę prowadzić. Natura tu rządzi, ale człowiek również odcisnął swe piętno w krajobrazie, tym razem nadając mu jednak wspaniały wyraz.

Winiarze czerpią, ale i szanują naturę – nawet słupki podtrzymujące winorośl, miast być betonowymi, są często czarnymi, skalnymi okazami, wkomponowującymi się w pejzaż. Klimat jest nieprzewidywalny – mnie Douro powitało tęczą wynurzającą się w słońcu, by przejść w niemal skwar po chwili, a po wyjeździe pickupem na szczyt wzniesienia owiać wcale niemałym, a na pewno zimnym wiatrem.

Następne było obezwładniające niczym z jakiejś baśni zielenią Minho. Naprawdę, ta zieleń jest wszechogarniająca. Nie tylko w terenie, ale również na budynkach, często skąpanych w niej, jakby miała je pochłonąć. Ogrody, w których miałem okazję być, a część z nich miała i po 200 lat, są niemal dżunglami zieleni. Oczywiście za tą zielenią kryją się intensywne deszcze, chłód, a co za tym idzie, nie do końca idealne warunki dla wszystkich winogron.

Dla wszystkich nie, ale dla tych, które tworzą między innymi vinho verde – to warunki idealne. Mimo że winiarze nie tylko prowadzą winorośl na pergoli, oddalając ją od wilgotnej ziemi i bardziej nasłoneczniając, ale nie ma problemu ze spotkaniem winnic ze strzelistą niemalże, na kilka metrów wysoką winoroślą, z której owoce zbiera się z sic! drabiny. Moje zaskoczenie to przede wszystkim starsze roczniki vinho verde, do którego przyzwyczajeni jesteśmy, by pić je za młodu. A tu okazuje się, że potrafią mieć potencjał, oczywiście zależny od winiarza i stylu.

Wreszcie Tejo, region enoturystyczny oddalony o kilkadziesiąt km od Lizbony, serce winiarskie stolicy. Wpatrzony w niemal pocztówkowe widoki, uświadomiony zostałem, że to pozorna sielankowość, a praca tutaj potrafi być znojna. Stąd w kraju, który boryka się z bezrobociem, za wielu chętnych do pracy w winnicach nie ma. Ranki potrafią być mroźne, dni wietrzne i wilgotne, a deszcz nie jest rzadkością. Lecz dzięki temu winogrona mają czas, by dojrzewać, zyskując bogactwo smaków i aromatów. To chyba tutaj sprawdza się stwierdzenie, że niedrogie wina z Portugalii są wyraźnie przyjemniejsze od swych odpowiedników z Hiszpanii czy Włoch lub Francji. Może to jest powód, że to wciąż niezamożne społeczeństwo jest największym konsumentem wina w Europie.

Co najbardziej zaskoczyło Cię podczas wizyty w portugalskich winnicach?

Cóż, chyba otwartość i gościnność bez względu na skalę przedsięwzięcia. Miałem okazję być w winnicach małych, rodzinnych i prawdziwych latyfundiach, butelkujących 200,000 win dziennie – tak, to nie błąd – dwieście tysięcy butelek dziennie!

Większość rozmówców, a mało ich nie było przez ten tydzień, wyrażała autentyczne zdziwienie trendem NoLo, który w samej Portugalii na razie jest marginalny. Zadawali rozbrajające pytanie: po co? Nie lepiej napić się soku? Po części trudno się z tym wnioskiem nie zgodzić.

Dla mnie, jako pasjonata wina, największym zaskoczeniem, ale i przede wszystkim satysfakcją, było w porze zbiorów próbować odmiennych, rodzimych, portugalskich winogron prosto z krzaka. Dzięki temu, pod czujnym okiem fachowców, można było nie tylko dostrzegać oczywiste różnice, ale i słuchać, co z czym, jak będzie się najlepiej łączyć. Wszak Portugalia słynie z łączenia kilku odmian w jednym winie.

Czy zauważyłeś jakieś nowe trendy w portugalskim winiarstwie? Np. powrót do tradycji, produkcja win naturalnych, innowacyjne metody winifikacji?

Portugalia to mariaż tradycji z nowoczesnością. Obok tradycyjnych lagarów – czyli zbiorników otwartych, w których wytłacza się winogrona – stoją najnowocześniejsze prasy. Przy często ogromnych kadziach betonowych znajdują się standardowe kadzie ze stali nierdzewnej. Obok klasycznych barrique z dębu, np. francuskiego, będą duże, kilkudziesięcio-, a nawet ponad stuletnie beczki. Przy nowoczesnej przetwórni będzie kilkusetletnia szopa, wypełniona starymi, „oddychającymi” beczkami z brandy, itd.

Niemniej jednak to nie znaczy, że Portugalczycy wciąż nie szukają nowych metod. W regionie Minho byłem w winiarni, która już na sporą skalę stosuje perzy produkcji win musujących tradycyjną metodą drożdży kapsułowych. Czyli nie trzeba ich usuwać, a wino od początku, zamiast kapslem, zamknięte jest korkiem naturalnym. Wina świetne, ale czy w dłuższej perspektywie? – to czas pokaże.

Byłem też świadkiem dość zaskakującego zabiegu. Mianowicie pośród tradycyjnych beczek umiejscowione były też, na ich stosach, beczki ze stali nierdzewnej w skali 1:1. Ponoć zmieniają w sposób zaplanowany sposób dojrzewania wina.

Jakie wino z podróży zapadło Ci najbardziej w pamięć i dlaczego?

Cóż… nie piję kawy. Wiem, brzmi dziwnie. Zawsze mi ją proponują, a ja z uporem maniaka próbuję zamienić ją na cokolwiek innego.

W Portugalii namiętnie zamieniałem ją właśnie na kieliszek dobrego porto. I za każdym razem z wyrazem uznania kieliszek porto dostawałem. Aż w jednej winiarni zdarzył się cud i dostałem nie tylko kieliszek, ale i butelkę, i to nie byle jakiego porto – tylko stuletniego. Co za poezja! Do końca życia będę pamiętał ten zniewalający zapach i zjawiskowy smak. Jak widać, czasem warto być niepijącym kawę!

Które regiony enoturystyczne w Portugalii lub winnice warto odwiedzić podczas własnej podróży?

Portugalia par excellence jest rajem enoturysty. Jeśli do tego dodamy Maderę z winem o tej samej nazwie i nieziemsko przenikliwe wina z Azorów, to każda osoba interesująca się winem ma wszystko to, czego zapragnie. Jak dla mnie, z własnego doświadczenia, najlepiej wylądować w mieście starszym od Rzymu, czyli Lizbonie, i stamtąd wyruszyć do pobliskiego Tejo, a zakończyć w Porto, odwiedzając krainę win wzmacnianych.

Pamiątki fenickie mieszają się z rzymskimi, a te znowuż z choćby czasami templariuszy. A to wszystko w towarzystwie wspaniałych kulinarów, cudownych deserów i przede wszystkim fantastycznych i często niedrogich, w stosunku do swojej jakości, win.

W Portugalii każdy kierunek jest po prostu dobry. Na dodatek, jeśli myślimy o samodzielnej podróży, to drogi są w dobrym stanie, dobrze oznaczone i raczej z przeciętnym ruchem, tym samym niemęczącym zwiedzającego kierowcę.

W jakim kierunku, Twoim zdaniem, będzie się rozwijać portugalskie winiarstwo?

To trudne pytanie, bo globalne trendy nie są łaskawe dla producentów wina. Tyle że Portugalia zdobywa nowe rynki zarówno swoją niepowtarzalną stylistyką, ale i dostępnością, zarówno ilościową, jak i cenową. Więc sądzę, że na razie mogą spać spokojnie. Zresztą można spojrzeć na to, jak w ostatnich latach nasi rodacy polubili właśnie za te cechy wina z Portugalii. Nie są mistrzami marketingu jak Włosi, nie mają ego jak Francuzi, ale są naprawdę producentami szczerych, dobrych, różnorodnych, autentycznych w swej endemiczności win.

Może właśnie ta ostatnia cecha, mimo pozornej wady – niektóre odmiany trudne do zapamiętania, jeszcze trudniejsze do wymówienia – jest zaletą. Wady, bo enigmatyczne nazwy, zaletą, bo po co pić setne sauvignon blanc, jeśli można spróbować alvarino?

You Might Also Like...